Kompleks Jonasza

Kompleks Jonasza

Wywiad
Czyli jak wykorzystać talent po pięćdziesiątce. O celebracji szczególnych momentów w życiu oraz wdzięczności wobec Dawcy talentów opowiada Lidia Czyż – autorka cenionych artykułów oraz bestsellerowej książki pt. „Mocniejsza niż śmierć”.

Wiola Niedziela: Lidio, w ostatnim czasie w Twoim życiu miało miejsce niezwykłe wydarzenie. Było nim świętowanie nie tylko pięknej rocznicy, ale także wydania Twojej nowej książki: „Mocniejsza niż śmierć”. Czy wejście w nowy etap życia napawa entuzjazmem?

Lidia Czyż: Kiedyś sądziłam, jak zapewne myśli większość młodych ludzi, że 50 urodziny to coś w rodzaju życiowej grubej kreski. Taka feta w stylu „nagrody za całokształt”. Potem już wszystko leci „z górki”, odcina się tylko kupony od ewentualnych wcześniejszych osiągnięć, wspiera młodszych, służy dobrą radą – oczywiście tylko wtedy, gdy ktoś jej oczekuje [uśmiech]. A następnie już zasłużony odpoczynek i wycofywanie się w cień. A tu nagle… zaskoczenie! Jestem całkowicie zdumiona. Żadnych hymnów „ku pamięci”. Wprost przeciwnie, wiele słów zachęty do dalszego działania. Tak więc okazuje się, że przede mną najlepszy okres życia. A ten zupełnie „naj” – jeszcze dalej! Podobno ostatnie badania dowodzą, że najwydajniejsi jesteśmy pomiędzy 60 a 70 rokiem życia. Wrażeniami, jeśli Bóg pozwoli mi dożyć, podzielę się za 20 lat. Wierzę, że będzie wspaniale!

Twoja pogoda ducha i liczba tegorocznych osiągnięć są godne naśladowania. Jak to się stało, że postanowiłaś napisać książkę?

To dla mnie samej było i jest ogromnym zaskoczeniem. Naprawdę nigdy wcześniej o napisaniu powieści nie myślałam… nawet nie marzyłam. Zakładałam, że pozostanę autorem „krótkiej formy”. Będę pisała artykuły, opowiadania itp. Jednak Bóg najbardziej zadziwił chyba… mnie samą [uśmiech]. Rozmawiam z przyjaciółmi, „współtowarzyszami doli” (bo nie powiem „niedoli”), czyli tegorocznymi 50-latkami. To doborowe towarzystwo! Wszyscy w pełni sił psychicznych. Z tymi fizycznymi, przyznajemy uczciwie, u niektórych mogłoby być lepiej [uśmiech]. Jedna z kobiet kontynuuje studia na IV roku psychologii, inna uczy się dwóch języków obcych. Ja napisałam pierwszą książkę.

Ważne, żeby nauczyć się – bez dumy, ale też bez fałszywej skromności – mówić: „Bóg dał mi zdolności”. Trzeba przyznać się do tego przed samym sobą, a przede wszystkim wykorzystywać te talenty. Uzdolnienia są Bożymi darami, z których kiedyś zostaniemy rozliczeni. Stale się uczę tego, że nieczynienie z nich użytku nie świadczy o skromności, ale o braku wdzięczności wobec Dawcy.

Fabuła tej książki i złożoność problemów w niej przedstawionych są tak dopracowane, że budzi to podziw. Kiedy znalazłaś na to czas?

Bardzo dziękuję za tę opinię. Czas na pisanie… z tym jest najtrudniej. Dlatego książka powstawała prawie trzy lata. Ale ja po prostu kocham czytanie i pisanie. To znowu dowód na Boże działanie, bo z powodu lateralizacji skrzyżowanej miałam problemy, by w ogóle nauczyć się czytać [śmiech]. Ale w szkole trafiłam na dwie świetne polonistki. Równie wielkie opory miałam, gdy ponad 20 lat temu do pisania artykułów zachęcała mnie Alina Wieja, Redaktor Naczelna „Naszych Inspiracji”. Miała wizję czasopisma na wiele lat przed tym, nim się ono urzeczywistniło. Dziś wiem, że była ona wtedy Bożym narzędziem, za co jestem jej ogromnie wdzięczna.

Do kogo książka jest skierowana?

Nie myślałam w tych kategoriach i dziękuję Bogu, że czytają ją zarówno kobiety, jak i mężczyźni, nastolatki, jak i osoby po osiemdziesiątce. Wiele osób wręcza ją w prezencie i wiele razy słyszałam, że po przeczytaniu mają świetną okazję do głębokich rozmów o życiu, trudnych doświadczeniach, a przede wszystkim o Bogu.

Pisanie książki to nie lada wyzwanie, gdy trzeba pogodzić je z wieloma innymi obowiązkami, w tym nauczyciela w szkole. Kto w twojej rodzinie motywował Cię najbardziej?

Mój mąż i córka, bo tylko oni wiedzieli o tym, że piszę. Dominika zachęcała mnie słowami: „William Wharton opublikował pierwszą książkę, mając ponad 50 lat, a potem pisał dalej”. „Oho, niezły wzór – pomyślałam wtedy sobie. – Jest dla mnie nadzieja”. Dużą pomocą i zachęceniem służyła także Redaktor Bożena Giemza, która po przeczytaniu roboczej wersji nie powiedziała „Do kosza”, ale przekonywała: „Dokończ to koniecznie!” [śmiech]. Każdy z nas potrzebuje takich osób, które potrafią zainspirować, a którymi Bóg się posługuje. Szczerze mówiąc, czasem nadal powątpiewam w swoje zdolności. Może zostanę autorem jednej książki, bo nie wiem, czy naprawdę umiem pisać. Podobno, jak mówi Jerzy Pilch, jedną książkę każdy potrafi napisać. Sztuką jest napisać drugą! A o tę drugą dopomina się sporo osób po przeczytaniu pierwszej. „Masz dar. Jeśli go nie wykorzystasz, Bóg cię z tego rozliczy” – powtarza mi pewien człowiek z dużym autorytetem.

Koleżanka, ta sama, która z obawą zaczęła studia psychologiczne, przekonywała mnie: „Jeśli Bóg coś daje, to trzeba brać!”. To mądra postawa. Bo mam świadomość, że wiele razy z obawy, strachu boję się podjąć nowe zadania. Właśnie odkryłam, że nazywa się to kompleksem Jonasza. Jest to, jak podaje encyklopedia, „postawa charakteryzująca się pragnieniem odstąpienia od życiowego powołania, losu, wielkości, lęk przed podjęciem nowych ról”.

Bardzo ciekawa teza! Czy odrzucenie kompleksu Jonasza pomogło Ci wejść w nową rolę w życiu?

Nowa rola… Hm. Rola autorki książek? Ostatnio rozmawiałam z 22-letnim chłopakiem, który powiedział: „Ciociu, Bóg dał mi talent zachęcania i motywowania innych. I ja go wykorzystuję”. Mówił szczerze, bez cienia pychy. On wie, co znaczy właściwe poczucie własnej wartości. Ważne, żeby nauczyć się, jak on – bez dumy, ale też bez fałszywej skromności – mówić: „Bóg dał mi zdolności”. Trzeba przyznać się do tego przed samym sobą, a przede wszystkim wykorzystywać te talenty. Uzdolnienia są Bożymi darami, z których kiedyś zostaniemy rozliczeni. Stale się uczę tego, że nieczynienie z nich użytku nie świadczy o skromności, ale o braku wdzięczności wobec Dawcy.

Wiem, że nie mogę, jak biblijny prorok Jonasz, uciekać przed zadaniem zleconym przez Boga, bo nie tylko ja na tym tracę. Dlatego, choć ciągle mam obawy, powtarzam za przyjaciółką, że jeśli Bóg coś daje, to trzeba brać. Dlatego biorę. I szczerze mówiąc, sprawia mi to ogromną radość.

Dziękuję bardzo za rozmowę.