facebook
Tomasz Bogowski

Facebook

Dobry wpływ
Jak wiele innych rzeczy, Facebook – jako najpopularniejszy portal społecznościowy – może stać się kolejnym „pochłaniaczem czasu”. Może być jednak przydatny i użyteczny, może pomóc w odnalezieniu starych znajomych czy w utrzymaniu kontaktu z osobami, z którymi rzadko się widujemy. Czy nie warto mieć swojego zdania na temat portali społecznościowych?

Internet trafił pod strzechy. Chcemy tego czy nie, tak się stało i nie da się tego cofnąć. Kolejnym etapem rozwoju globalnej sieci jest jej całkowita ingerencja w nasze życie. Abyśmy nie musieli korzystać z internetu jedynie w domu, powstaje coraz więcej miejsc z bezprzewodowym dostępem do sieci: w hotelach, pubach, a nawet hipermarketach.

Dostęp do internetu może mieć każdy za drobną opłatą lub nawet całkowicie za darmo. Tak wygląda nasza rzeczywistość w 2010 roku. Najnowsze telefony komórkowe (tzw. smartfony) łączące w sobie różne funkcje to kolejny krok do informacji dostępnej zawsze i wszędzie. Bardzo dobrze, że w każdym miejscu i o każdym czasie możemy skorzystać z tych dobrodziejstw. Tylko czy będąc w sieci, nie jesteśmy trochę dosłownie „w sieci”?

Dzień bez facebooka?

Normalny dzień zaczynamy od mycia zębów, porannej modlitwy, kawy i… prawdopodobnie od szybkiego sprawdzenia informacji w internecie. Poczta, komunikatory, elektroniczne wydania prasy i portale społecznościowe. Wśród tych portali w Polsce prym wiodą dwa największe: Nasza Klasa oraz Facebook.

Nasza Klasa początkowo zyskiwała popularność w rekordowym tempie, jednak po pojawieniu się polskiej wersji Facebooka, a miało to miejsce w maju 2008 roku, stopniowo zaczęła tracić użytkowników. Po zmianie regulaminu NK wielu z nich na znak protestu usuwało swoje konta, wysyłając do znajomych informację, że od tego dnia są dostępni jedynie na Facebooku. W ten sposób FB – portal początkowo stworzony na potrzeby studentów – stał się jednym z najpopularniejszych portali społecznościowych w Polsce.

Trochę historii

Facebook zrodził się w marzeniach studenta Marka Zuckerberga i kilku jego przyjaciół. W ciągu dwóch tygodni powstał kod źródłowy strony. Początkowo portal obejmował swoim zasięgiem jedynie kilka amerykańskich uniwersytetów, jednak rosnąca popularność sprawiła, iż w ciągu paru lat przeistoczył się w firmę, której akcje szacuje się na około 15 miliardów dolarów! Udziałowcem Facebooka stał się m.in. Microsoft, jeden z największych na świecie koncernów komputerowych. Obecnie firma zatrudnia tysiące osób, portal jest dostępny w różnych wersjach językowych, a także ma swoje odpowiedniki dla telefonów komórkowych.

Ze względu na rosnącą popularność FB i liczbę zarejestrowanych użytkowników zainteresowały się nim ogromne firmy i korporacje pragnące umieścić swoje reklamy w tej witrynie. W kwietniu 2010 roku szacowana liczba użytkowników wynosiła 450 milionów. Co miesiąc ilość wgrywanych tam zdjęć sięga liczby 1 miliarda, a filmów – około 10 milionów. To robi wrażenie i pokazuje, że Facebook jest fenomenem, obok którego nie można przejść obojętnie.

Jako chrześcijanie zobowiązani jesteśmy do kreowania otaczającej nas rzeczywistości. Nie możemy jej po prostu przyjmować takiej, jaką jest  – mamy ją współtworzyć

Relacje czy tylko rewelacje?

Facebook pozwala nam zbudować wirtualne grono realnych znajomych. Mają oni możliwość dzielenia się z nami swoimi zdjęciami, filmami czy po prostu przemyśleniami w formie krótkich wiadomości publikowanych na tzw. tablicy. Portal pozwala też prowadzić z innymi użytkownikami rozmowy poprzez czat w czasie rzeczywistym.

Jedno kliknięcie sprawia, że kilkaset osób dowiaduje się o naszych zaręczynach, narodzinach dziecka czy po prostu o tym, że mamy kiepski dzień. Czy jednak podtrzymuje to nasze – i tak już bardzo powierzchowne – relacje z drugim człowiekiem? Dziś nikt się nie dziwi, że zamiast kartki z życzeniami na święta czy urodziny otrzymuje sms lub e-mail.

Być może za kilka lat będziemy oszczędzać czas, pisząc wirtualne kartki do naszych znajomych na Facebooku. Coraz częściej wspólne wyjście, kolacja czy nawet rozmowa zastępowane będą przez kontakt wirtualny. Można dzięki niemu dowiedzieć się, co bliska osoba robiła w danym dniu, porozmawiać na jakiś „lekki” temat, ale czy można też dotrzeć w ten sposób w głąb drugiego człowieka? Może już niedługo będziemy organizować facebookowe nabożeństwa lub wspólne modlitwy na czatach?

Nie tylko jasne strony

Od dawna wiadomo, że swoista anonimowość, którą daje internet, prowadzi do zachowań, jakie w normalnych, rzeczywistych warunkach nie mają miejsca. Odnosi się to między innymi do portali społecznościowych. Dają nam one możliwość kreowania wizerunku swojej osoby, który niekoniecznie musi być zgodny z rzeczywistością. Pozwalają też jednak dzielić się z innymi swoimi przeżyciami tak często, że nasza prywatność zostaje ograniczona do minimum. Chęć pokazania najnowszych fotografii z wakacji czy pochwalenia się nowym samochodem może prowadzić do swoistego ekshibicjonizmu.

Już dziś znane są przypadki uzależnienia od Facebooka, szczególnie wśród młodych ludzi. Odczuwają oni tak silną potrzebę pokazania swoich nowych zdjęć i przeczytania komentarzy pod nimi, że nie są w stanie przez dłuższy czas nie odwiedzać portalu. W końcu czas spędzony na przeglądaniu profili znajomych przedłuża się i kolejne dni potrafią umykać naprawdę jedynie na tym.

Tak jak w innych przypadkach, wszystko, co może być dobre, gdy jest stosowane z umiarem i dużą rozwagą, może stać się zagrożeniem w momencie, gdy zaczyna nad nami panować. Jeśli uciekamy od rzeczywistości w świat wirtualny i większość swojego czasu spędzamy właśnie tam, warto zastanowić się, czy już nie powinniśmy poszukać jakiejś formy pomocy.

Skuteczne narzędzie

Jako chrześcijanie zobowiązani jesteśmy do kreowania otaczającej nas rzeczywistości. Nie możemy jej po prostu przyjmować takiej, jaką jest – mamy ją współtworzyć. Tym bardziej w rzeczywistości wirtualnej mamy duże możliwości oddziaływania. Między reklamami marek, produktów i usług znajdziemy wiele informacji na temat chrześcijańskich akcji, instytucji, kościołów. Możemy skorzystać z aplikacji wybierającej dla nas biblijny werset na każdy dzień, podyskutować na forum biblijnym czy poprzeć konkretną chrześcijańską inicjatywę.

Także wielu chrześcijańskich muzyków i innych artystów promuje swoją twórczość przez profil na Facebooku. W dzisiejszych czasach, chcąc znaleźć ciekawe zajęcie na weekend, nie idzie się do sklepu po gazetę ani nie ogląda się plakatów na słupach z ogłoszeniami. Dziś wpisuje się hasło w wyszukiwarce i w ciągu kilku sekund otrzymuje się odpowiedź. Jedno ze stwierdzeń marketingowych ostatnich lat mówi, że jeśli czegoś nie ma w internecie, nie ma tego wcale. Być może w ciągu kilku lat to zdanie ewoluuje i będzie brzmieć: „Jeśli czegoś nie ma na Facebooku, nie ma tego wcale”.

Warto mieć swoje zdanie na temat portali społecznościowych i rozważnie z nich korzystać. Warto uświadamiać sobie zarówno szanse, jak i zagrożenia płynące z Facebooka i jemu podobnych.