korespondencja-z-jerozolimy
Estera Wieja

Symbol zwycięstwa

Korespondencja z Jerozolimy

Doskonale pamiętam pierwszą płytę muzyczną z Izraela, która trafiła w moje ręce. Był początek lat 90, żelazna kurtyna ledwo co upadła, więc w Polsce słabo znaliśmy kapitalistyczne luksusy. Mimo wszystko wygląd tego przypadkowo odkrytego albumu zaskoczył mnie i rozczarował. Zdjęcie na okładce ostro kontrastowało z nowoczesną wówczas zawartością, czyli płytą CD. Na jasnej okładce widniał po prostu… traktor.

Na płycie znajdowały się wszystkie najważniejsze „hity” izraelskiej historii – Hava Nagila, Halleluja czy Jeruszalaim szel Zachaw. Płyta była swoistą kroniką nowożytnego państwa. Rozbrzmiewały na niej najpopularniejsze głosy izraelskiej sceny muzycznej, a piosenki – ułożone chronologicznie – odtwarzały lata rozwoju tego wyjątkowego kraju, który zaistniał na politycznej mapie świata w 1948 r. W maju tego roku będzie obchodził 65 lat istnienia.

Ta okładka długo nie dawała mi spokoju. Dlaczego nie umieszczono na niej np. flagi izraelskiej? Albo tańczących mieszkańców kibucu (obraz, który często kojarzył mi się z młodym Izraelem). Można było przecież użyć jakiegoś zdjęcia samej Jerozolimy lub przynajmniej Tel Awiwu, który powstał i rozwijał się prawie równolegle z państwem. Ale nie. Płytę zdobiła fotografia roli i pomarańczowego czy też czerwonego traktora (w tym szczególe moja pamięć mnie trochę zawodzi).

Minęło ponad 20 lat. Widziałam w tym czasie niejedną płytę z Izraela. Dziesiątki z nich przesłuchałam, kilkanaście sama posiadam (chociaż na żadnej nie ma traktora). Od ponad dwóch lat mieszkam w Izraelu i dopiero teraz zaczynam rozumieć piękno i głębokie znaczenie tego zwykłego symbolu, który dawno temu stał się dla mnie tak wielkim rozczarowaniem.

Święty Bóg jest Bogiem spełnienia, który nie zostawia rzeczy niedokończonych

Podróżując po Izraelu, tydzień w tydzień, często przyłapuję się na tym, że posyłam uśmiech polom uprawnym i bujnej roślinności, które mijam po drodze. Zachwycają mnie kombajny i systemy nawadniania. Brzmi komicznie, prawda? W pełni się zgadzam! Być może mój uśmiech jest po części spowodowany tym, że sama z siebie się śmieję. Ale przede wszystkim wynika z mojej nowej świadomości i radości z tego, że się udało! Na własne oczy oglądam to, co zapisane w 35 rozdziale Księgi Izajasza.

Kwitnący Izrael jest cudem. Pola uprawne, rozwój gospodarczy i owoce tej pracy (również te dosłowne) są świadectwem wiary kilku pokoleń Żydów. Biblijne obietnice – to nie zwykłe słowa zapisane na papierze, lecz proroctwa, które się wypełniają. Prorocy ogłaszali: Niech się rozweseli pustynia i spieczona ziemia; niech się rozraduje i zakwitnie step! (Ks. Izaj. 35:1). Święty Bóg jest Bogiem spełnienia, który nie zostawia rzeczy niedokończonych.

Ziemia Izraela jeszcze nie doświadczyła wypełnienia wszystkich obietnic, dlatego jest ważnym elementem czasów ostatnich. O to się modlimy, szczególnie teraz, kiedy przed nami zaledwie pięć lat do 70 rocznicy powstania nowożytnego państwa. Gdy modlimy się zgodnie z Bożym Słowem o Izrael, chciejmy wyrażać pragnienie – nie tylko zbawienia wszystkich dzieci Abrahama, ale także doprowadzenia do końca Bożych planów wobec tego konkretnego miejsca.

W tym kraju traktor i jemu podobne maszyny są symbolem przetrwania. To symbole zwycięstwa nad pustynią, biedą, głodem, chorobą… i nad wrogiem. Tym wrogiem nie jest żadne państwo ani nacja. Jest nim zniechęcenie, rezygnacja i narzekanie. To brak wiary. I choć Izraelczycy nadal borykają się z tym największym wrogiem – brakiem wiary i zaufania Świętemu Bogu – to każdego dnia okoliczne pola i lasy przypominają im, Kto dba o ich przetrwanie.