instrukcja-obslugi
Lidia Czyż

Instrukcja obsługi z gwarancją satysfakcji

Styl życia
Niedawno przyjaciele kupili kuchenkę mikrofalową. Podczas odwiedzin u nich chciałam podgrzać sobie nieco już wystygłą kawę i zarazem wypróbować srebrne cudo.
– Gdzie muszę przycisnąć? – spytałam, wpatrując się w dwa rzędy przycisków.
– Ten guzik na dole, po lewej stronie. Tutaj wydłużasz czas grzania –
instruowała mnie gospodyni – a tu skracasz. Ten przycisk powyżej służy do grillowania. A więcej nie wiem, bo instrukcję obsługi miał przeczytać Marek, ale na razie nie ma czasu.

Instrukcja obsługi… Kto lubi ją czytać? Z obserwacji poczynionych „w terenie” wnioskuję, że prócz umysłów ścisłych, lubujących się w tego typu niezrozumiałych rozrywkach intelektualnych, większość ludzkości nie lubi, a precyzyjniej mówiąc, nie cierpi tego robić. Szczególnie zaś nie przepadają za tym kobiety. Dlaczego? Bo instrukcje są długie, nudne, napisane niezrozumiałym, technicznym językiem. Jedne zalecenia są banalnie proste, a innych, pomimo największych wysiłków, nie można zrozumieć. To prawda, ale…

Właśnie. Gdy coś się zepsuje, gdy musimy wezwać pana Zenka, zwanego Złotą Rączką, lub zawieźć sprzęt do serwisu, z pewnością fachowiec zada nam pytanie, czy postępowaliśmy zgodnie z instrukcją obsługi. Hm… Cóż powiedzieć… Że do instrukcji obsługi zerknęłam tylko na pierwszą stronę? Albo odpuściłam przy sformułowaniu: „Wąż doprowadzający wodę wcisnąć pionowo do góry tak, aby gumowa uszczelka wewnątrz węża przylegała całkowicie do kranu, a następnie dokręcić, obracając w prawo”? Że nic z tego nie rozumiałam, więc uruchomiłam „na rozum”? Że prosiłam o przestudiowanie instrukcji męża (syna, wujka – zależnie od stanu posiadania) lub od razu położyłam ją w przepastnej szufladzie, obok nieprzeczytanych podobnych broszurek?

Mała książeczka

Zdarzyło się wam zepsuć jakiś sprzęt, bo na widok kilkudziesięciostronicowej książeczki w kilku językach dołączonej do urządzenia dostaliście gęsiej skórki i nie przeczytaliście z niej ani słowa? Mnie się zdarzyło skrócić tak żywot elektrycznej szczoteczki do zębów. Nie, nie zrobiłam nic wielkiego, wystarczyło, że odgięłam niewłaściwie jedną blaszkę. Na szczęście nie był to jakiś bardzo drogi zakup, ale mogłam poprzez podobne niemądre działania wykończyć o wiele droższe rzeczy. Dlaczego? Bo nie zapoznałam się z niewielką książeczką dołączoną do urządzenia lub nie chciałam uczestniczyć w – jak mi się wydawało – nużącym szkoleniu dotyczącym jego obsługi.

Jednak okazuje się, że to właśnie dzięki przestudiowaniu instrukcji obsługi – niezależnie, jakie mamy do niej podejście – możemy zapobiec zniszczeniu mechanizmu, a także poznać wszystkie jego funkcje. Kto bowiem przygotowuje instrukcję? Konstruktor urządzenia, jego twórca, bo on najlepiej wie, jak dana maszyna działa, jakie ma możliwości i ograniczenia, co należy robić, by działała niezawodnie i bezawaryjnie.

Wielki konstruktor

Nie tylko z urządzeń elektrycznych czy mechanicznych korzystamy bez zapoznania się z instrukcją. Czy z życiem nie postępujemy podobnie? Czy nie korzystamy z niego bez przestudiowania „instrukcji obsługi”? Bez krótkiego nawet zastanowienia się nad zaleceniami i wskazówkami, żeby funkcjonowało ono we właściwy sposób lub by poznać wszystkie jego nieodkryte jeszcze możliwości?

Kto najlepiej zna zasady „działania” człowieka? Wielki Konstruktor, Ten, który stworzył mężczyznę i kobietę według swego indywidualnego zamysłu i wizji. On wie najlepiej, jakich należy przestrzegać zasad, by nasz organizm działał właściwie pod każdym względem: fizycznym, psychicznym, duchowym. Czy te zasady to jakieś tajemne zarządzenie? Nie. Stwórca dołączył do człowieka swoistą „instrukcję obsługi”. Początkowo zasady te formułował ustnie, osobiście przemawiając do człowieka. Pierwsze instrukcje wydał już w raju. Niestety, wystarczyło, żeby jednej z nich człowiek nie przestrzegał… Wiemy, jak to się skończyło. Totalna awaria (ja przy mojej szczoteczce też „tylko” odgięłam jedną maleńką blaszkę). Potem człowiek otrzymał kolejne mądre Boże zalecenia. Gdy według nich postępował, wszystko działało bez zastrzeżeń. Jeśli postępował wbrew instrukcjom – dochodziło do zakłóceń, uszkodzeń, katastrof. Z biegiem czasu instrukcje te zostały spisane i zebrane w dość obszerny „przepis”, zwany Biblią.

Nie tylko z urządzeń elektrycznych czy mechanicznych korzystamy bez zapoznania się z instrukcją. Czy z życiem nie postępujemy podobnie?

Najlepsze zalecenia

Może biorąc Biblię do ręki, westchniemy – podobnie jak przy instrukcji obsługi urządzeń AGD – że jest gruba, skomplikowana, trudna. Być może podczas jej studiowania, szczególnie na początku, będziemy mieli problemy, by wszystko zrozumieć. Ale tylko dzięki jej studiowaniu wiemy, jak postępować, żeby nasze życie funkcjonowało prawidłowo, czyli zgodnie z zamierzeniem Stwórcy. Poprośmy innych o pomoc w studiowaniu Biblii, zapytajmy, od czego powinniśmy zacząć. Czytajmy niewielkimi fragmentami, słuchajmy, jak inni rozumieją zawarte w tekście zasady. Bierzmy udział w wykładach o tematyce biblijnej, tak jak robimy to, dokształcając się w pracy. Ileż osób na początku lat 90 XX wieku wręcz panicznie bało się pracować z komputerem? Szkolenia typu „ABC obsługi komputera” organizowane były przez wszystkie ośrodki dokształcające. Minęły niespełna dwie dekady i niewiele jest osób pracujących zawodowo, które nie potrafiłyby korzystać przynajmniej z jednego programu czy komunikatora. A gdyby w takim tempie rozpowszechniła się umiejętność korzystania z zaleceń biblijnych? Gdyby coraz więcej osób praktycznie stosowało się do Bożych zasad? Nie tylko je czytało, ale wprowadzało w życie? Bo cóż z najlepszych nawet instrukcji, gdy się do nich nie zastosujemy?

Gwarancja satysfakcji

Instrukcja obsługi zawiera zazwyczaj kilka stałych elementów. Są to: charakterystyka wyrobu, ostrzeżenia, wskazówki dotyczące bezpieczeństwa, dane techniczne, programy, użytkowanie, konserwacja, rozwiązywanie problemów. Zaś w końcowej części instrukcji producenci zamieszczają zazwyczaj zapewnienie: „Przestrzeganie wszystkich zaleceń jest gwarancją satysfakcji użytkownika”.

Podobne wskazówki dotyczące „bezawaryjnego działania” człowieka zamieścił nasz Stwórca w Biblii. Używa oczywiście innej terminologii, jednak zasady są podobne – dotyczą charakterystyki osobowości człowieka, naszego bezpieczeństwa emocjonalnego i duchowego, sposobów rozwiązywania problemów, a jeszcze lepiej, zapobiegania im. Stwórca dodał również zapewnienie, które moglibyśmy nazwać „gwarancją satysfakcji użytkownika”: Niechaj nie oddala się księga tego zakonu od twoich ust, ale rozmyślaj o niej we dnie i w nocy, aby ściśle czynić wszystko, co w niej jest napisane, bo wtedy poszczęści się twojej drodze i wtedy będzie ci się powodziło (Joz 1:8; wyróżnienie dodane).

Zasady zamieszczone w Biblii nie straciły aktualności, choć minęło wiele wieków od ich „opracowania”. Naprawdę warto je stosować, aby nie musieć patrzeć bezradnie, jak nasze życie ulega kolejnej awarii.