Bóg w wielkim mieście - wywiad z Katarzyną Olubińską

Bóg w wielkim mieście

Wywiad
Katarzyna Olubińska jest dziennikarką, przeprowadza wywiady w programie „Dzień dobry TVN”. Pisze bloga pt. „Bóg w wielkim mieście”. Zachęca czytelników do chwili refleksji nad ważnymi życiowymi tematami. Ale pisze bez patosu, w sposób szczery, przystępny. To najbardziej cenią jej czytelnicy.

Z Katarzyną Olubińską rozmawia Wiola Niedziela

Wiola Niedziela: Przeprowadza Pani wywiady z wieloma ludźmi na temat Boga, wiary. Jak Pani rozmówcy reagują na ten temat?

Katarzyna Olubińska: Z wielką otwartością. Właściwie mam takie wrażenie, że tych historii jest tyle i są tak niezwykłe, że gdyby nie to, że mam jeszcze pracę i swoje życie, mogłabym codziennie tylko pisać. Pisałabym o tym, jak Bóg działa dziś namacalnie w życiu normalnych ludzi, żyjących w wielkim mieście. To są poruszające historie o tym, jak Bóg potrafi zmieniać nasze życie, kiedy tylko oddamy Mu stery.

Rozmawiamy też o tym, jak żyć wiarą na co dzień, w pogoni życia i wśród normalnych problemów, które każdy z nas ma. Oprócz wywiadów, które ukazują się na blogu, dostaję bardzo dużo maili, w których ludzie dzielą się swoimi doświadczeniami i obawami. Ostatnio bardzo dużo pisze do mnie np. dziewczyn po trzydziestce. Są piękne, wykształcone, samodzielne, a jednocześnie czują się samotne. To poczucie osamotnienia towarzyszy nam wszystkim, ale wstydzimy się o nim mówić. Podobnie wstydzimy się mówić o Bogu. Dopiero ten blog pokazał mi, że tak naprawdę wszyscy mamy podobne lęki, marzenia, tęsknoty.

 

A co najbardziej utkwiło Pani w pamięci z tych dotychczasowych rozmów?

Moja ostatnia rozmowa z blogerem Ekskluzywnym Menelem. Kamil, bo tak ma na imię, na zewnątrz wydawał się być królem świata: przystojny, młody, dobra praca, życie od imprezy do imprezy. Tak naprawdę w środku czuł pustkę, nie umiał budować przyjaźni, wchodził w iluzoryczne związki, które się rozpadały. Doprowadziło go to do próby samobójczej, z której uratował go Pan Bóg. Po tym wywiadzie dostałam lawinę maili z podobnymi historiami. Najczęściej zaczynały się od słów: „Ja też kiedyś stanęłam przy otwartym oknie…”.

 

Ta historia, jak wiele innych, pokazuje, że Bóg daje się znaleźć. Pani spotkała Go w SPA:) Jak to się stało?

Zanim spotkałam Boga, często nabierałam się na różne „polepszacze” rzeczywistości: imprezy, zakupy, miłostki, poradniki, przesadne dbanie o siebie. Do SPA pojechałam zadbać o siebie, bo to miało rozwiązać moje problemy, ale w środku byłam w takiej rozsypce, że już nie mogłam sama ze sobą wytrzymać. Kolejne masaże i zabiegi nie pomagały. W akcie desperacji krzyknęłam do Boga: „Jeśli naprawdę jesteś, to pomóż, bo sama nie daję już sobie rady”. I Bóg przyszedł do mojego życia jeszcze tego samego dnia.

 

Skierowała Pani do internautów słowa: „Postanowiłam podzielić się z Tobą swoim doświadczeniem Boga. Bo kiedy Bóg przychodzi do człowieka i robi w jego życiu to, co zrobił w moim, to trudno o tym milczeć”. Czy Obecność Boga w Pani życiu przyniosła zmiany?

Ciągle przynosi. To tak, jakby w ogrodzie pełnym kwiatów ktoś zdjął mi opaskę z oczu. Wcześniej tylko domyślałam się kształtów i kolorów, teraz je widzę. Ale życie to nie tylko beztroskie chwile. I niezwykłe jest to, z jaką siłą Bóg działa, kiedy oddaję Mu trudne sprawy, z którymi sama sobie nie radzę. Przychodzi z pokojem i zawsze daje więcej, niż się spodziewam.

 

Pokazuje Pani, że można łączyć wiarę z codziennym życiem. Czy z Pani obserwacji ludzie chętnie otwierają się, aby zaprosić Boga do własnego życia, czy traktują ten temat z dystansu?

Smutno mi, że tak dużo rozmawiamy o wpadkach księży, fałszującej organistce, cennikach kościelnych, a tak mało o Ewangelii i Jezusie. Bóg to dla wielu surowy dziadek, który szykuje dla nas same krzyże, na którego miłość trzeba sobie zasłużyć – a to przecież bzdura! Tak wyglądają zwykle rozmowy w towarzystwie. Ale już kiedy się porozmawia z kimś w cztery oczy, dopiero wtedy ten ktoś przyznaje się do tęsknoty za Bogiem albo do tego, że kiedyś wierzył, a później jakoś zapomniał i chciałby to odnaleźć. Ewangelia to radosna nowina, a my tylko narzekamy. A przecież nie jesteśmy na tym świecie za karę. Jesteśmy przeznaczeni do szczęścia, miłości, pełni.

 

Co docenia Pani najbardziej w rozmowach z ludźmi? Nie tylko tych przeprowadzanych na antenie telewizji, ale też tych codziennych: ze znajomymi, przyjaciółmi?

Najbardziej doceniam te chwile, kiedy możemy naprawdę być sobą, naprawdę ze sobą rozmawiać, bez tych wszystkich masek. Ostatnio byłam ze znajomymi na Open’er Festival. Kilka dni koncertów, imprez, a nad ranem kąpiel w morzu. Ja rzadko opowiadam o sobie niepytana, ale podczas jednego ze śniadań opowiedziałam coś o sobie. Zrobiła się cisza. Wydawało mi się, że niezręczna, a już za chwilę znajomi dzielili się swoimi historiami. Ktoś się rozpłakał, a później przepraszał. A ja czułam się szczęśliwa i dumna, że obdarzyliśmy się nawzajem zaufaniem. Bo chociaż na co dzień kreujemy się na innych, niż jesteśmy – silniejszych, mądrzejszych i takich, co to nas niby nic nie dotyka – w środku wszyscy jesteśmy tacy sami. I co najważniejsze: jesteśmy dla siebie, po to, żeby się nawzajem podnosić na duchu.

 

W jednym z postów napisała Pani o Bogu: „Tylko Ty dajesz życie. Nie jestem idealna i dlatego Cię potrzebuję. Ty jesteś życiem. Bez Ciebie jest słabo”. Jakie reakcje wzbudzają takie osobiste refleksje?

Reakcje są również bardzo osobiste. Dostaję naprawdę niezwykłe maile. Czytam je przed snem i później często nie mogę zasnąć. Czuję wielką wdzięczność, że mogę być otoczona tymi niezwykłymi historiami, ludźmi. Często ktoś mi dziękuje. Tu ktoś pisze, że się nawrócił, albo jakiś ksiądz mieszkający w Rzymie pisze, że wykorzystuje fragmenty bloga w swoich kazaniach. Trochę mnie to onieśmiela. Z drugiej strony myślę sobie: to przecież Boże działanie. Ja jestem tylko narzędziem. Często też ktoś mnie zaskakuje otwartością w opowiadaniu o swojej wierze. Siedzimy sobie np. w klubie i nagle ktoś zaczyna się zwierzać. Myślę, że moja szczerość budzi szczerość innych w tym temacie.

Nasza perspektywa patrzenia na życie zmienia się, kiedy dostrzegamy w swoim życiu dobro, nawet w małych sprawach. Co dla Pani jest radością każdego dnia?
Ostatnio radością jest to, jak Bóg potrafi zaskoczyć. Staram się codziennie rano oddawać Mu swój dzień. I dzieją się rzeczy niezwykłe. Ludzie po prostu aż zalewają mnie swoją troską i życzliwością na każdym kroku. To nie znaczy, że nie mam swoich problemów, ale nie ma dnia, żebym nie miała Bogu za co dziękować. Ostatnio doświadczam Jego czułości i tego, w jak niezwykły sposób stawia mi na drodze konkretne osoby. Poza tym cieszę się z prostych rzeczy: ze zdrowia, z rodziny, z przyjaciół, z pięknej pogody, z czereśni.

 

Ta radość jest widoczna nie tylko w Pani tekstach. To bardzo zachęcające.

Dziękuję za miłą rozmowę. Bo za rzadko mówimy w ogóle: dziękuję. Jeśli mogę, chciałabym jeszcze powtórzyć wszystkim, którzy się źle mają, że naprawdę nie jesteśmy na tym świecie za karę, że wszystko ma sens. Niech podniosą głowy do Niego i zaufają. Bóg nie jest dla wybranych, świętych, idealnych ludzi, tylko dla wszystkich, dla takich jak ja.

 

Czego mogłabym Pani życzyć na najbliższą przyszłość?

Tylko jednego. Żebym szła zawsze z Nim za rękę.