twarz-w-internecie
Tomasz Bogowski

Twarz w internecie

Dobry wpływ
Nie tak stare, lecz bardzo trafne powiedzenie głosi, że jeśli coś nie istnieje w internecie, nie ma tego w ogóle. Trudno dziś sobie wyobrazić codzienne funkcjonowanie bez dostępu do internetu – zawsze i wszędzie. Zdjęcia wręczenia dyplomu, pierwszych kroków dziecka czy nawet smakowicie wyglądającego obiadu praktycznie w czasie rzeczywistym pojawiają się jako relacje na naszych profilach w serwisach społecznościowych.

Można się jednak zastanowić, czy zamiast zdjęć kotów i smacznego sernika bądź kolejnego remiksu popularnej piosenki nie podzielić się z naszymi znajomymi czymś wartościowym. Przyznajmy szczerze, że zaglądając na konto na Twitterze czy Facebooku po prostu przewijamy ekran bez szczególnej uwagi. Mamy ulubionych znajomych, których posty są dla nas najciekawsze. Kiedy więc widzimy, że umieścili coś nowego, poświęcamy temu więcej czasu. Czy nie byłoby dobrze zostać taką właśnie „ulubioną osobą” dla naszych znajomych? To jednak wymaga czasu i konsekwencji.

Dobre treści

Najprostsze cenne treści, jakimi możemy się dzielić z innymi, to fragmenty Bożego Słowa. Wiele portali internetowych pozwala udostępniać wersety lub krótkie studia biblijne. Takie treści zwykle wzbudzają zainteresowanie i prowokują dyskusje. „Oswajanie” ze Słowem Bożym może być dla naszych znajomych dobrym początkiem regularnego czytania Biblii. Jest to dla nas także kolejna możliwość, aby dzielić się swoją wiarą, szczególnie jeśli mamy problem z opowiadaniem o niej w cztery oczy. Oczywiście może to być tylko pierwszy krok. Nic nie zastąpi relacji osobistej, ale od czegoś trzeba zacząć. Musimy pamiętać, że Boże Słowo ma moc i często nawet nie podejrzewamy, jakie zmiany wywołuje w życiu innych.

Dzisiejsze zaawansowanie technologiczne i prędkość światłowodów pozwalają nam umieszczać w sieci bardzo duże pliki – nagrania wideo oraz audio. Stąd właśnie wiele kościołów decyduje się na regularne nagrywanie kazań, a nawet całych nabożeństw. Udostępniają je potem na swoich stronach internetowych. Co ciekawsze, część z nich transmituje w internecie nabożeństwa w czasie rzeczywistym. To pozwala oswoić się osobom, które chciałyby zobaczyć, jak takie spotkanie wygląda, lecz obawiają się pójść na nie osobiście. W sieci znajdziemy mnóstwo dobrych treści, znakomitych kazań i inspirujących wykładów. Wystarczy tylko być świadomym, w jaki sposób nasze profile na portalach społecznościowych mogą być ich świetnym nośnikiem.

Dobre oddziaływanie na otoczenie, tak istotne dla chrześcijan, nie może pozostać bezowocne

Poprzez promowanie wartości

Jako chrześcijanie pewne wartości mamy wpisane głęboko w nasze postrzeganie świata. Staramy się dzielić naszym światopoglądem z innymi i przez to możemy dać znajomym wiele do myślenia. Pozornie „jasna kwestia” zostaje przekazana w nowym świetle. Przykładowo, ostatnio wiele mówi się w naszym kraju o metodzie in vitro, aborcji czy związkach partnerskich, błędnie przez niektórych utożsamianych z prawem do zawierania małżeństw przez pary homoseksualne. Wykorzystujmy zatem internet, aby głos chrześcijan był słyszalny. Niech dowodem na ogromny wpływ mediów społecznościowych będzie cytowanie wpisów z Facebooka czy Twittera w programach publicystycznych i w mediach tradycyjnych.

Dziś nawet sama demokracja – poprzez wpływ mediów społecznościowych – zmienia swoje oblicze. Choć zastosuję tutaj pewne nadużycie, podam przykład, że wysyłając post do ministra czy Kancelarii Premiera RP (wielu rządców naszego kraju działa aktywnie chociażby na Twitterze), możemy wyrazić pochwałę bądź dezaprobatę wobec podjętych decyzji. Co więcej, możemy się spodziewać bezpośredniej odpowiedzi. Żaden z polityków, którzy chcą budować pozytywy wizerunek w mediach społecznościowych, nie pozwoli sobie bowiem na lekceważenie pytań innych użytkowników. Wykorzystujmy więc dane nam możliwości, by zapewnić polityków chociażby o tym, że jako chrześcijanie modlimy się o nasz kraj i o nich – i nie jest nam obojętne, jakie decyzje podejmują.

Anonimowość

Portale społecznościowe górują nad forami internetowymi tym, że pod każdym postem podpisujemy się imieniem, nazwiskiem i często także zdjęciem swojej twarzy. Dlatego bardzo rzadko zdarzają się tam dyskusje na żenująco niskim poziomie, które mają na celu jedynie upokorzenie osoby o innych poglądach – co niestety często dzieje się na forach anonimowych. Podpisanie się imieniem i nazwiskiem sprzyja wyrażaniu merytorycznych i prawdziwych poglądów. Dodatkowo nasi znajomi mają wgląd w treści, które umieszczamy. Warto zatem nie tylko brać udział w dyskusjach, ale nawet je prowokować. Pamiętajmy jednak, że to, jaką twarz dzisiejszego chrześcijaństwa pokażemy światu – także w internecie – zależy od każdego z nas.

Internet jest narzędziem, którym – podobnie jak nożem – można zrobić wiele dobrego, ale też wyrządzić zło. Sami wybieramy, jak wykorzystujemy dostępne nam możliwości. Dobre oddziaływanie na otoczenie, tak istotne dla chrześcijan, wymaga podjęcia decyzji, czy chcemy aktywnie i w sposób przemyślany pokazywać światu, co jest dla nas naprawdę ważne.