ziemia-za-pokoj
Estera Wieja

Ziemia za pokój?

Izrael
Hasło „ziemia za pokój” to skrótowe ujęcie warunku postawionego przez Organizację Narodów Zjednoczonych w sprawie konfliktów bliskowschodnich: jeśli Izrael wycofa się z określonych ziem, między wrogimi sobie państwami zapanuje pokój. Można by długo debatować nad tym, ile tej ziemi należy oddać, czy rzeczywiście wystarczy to do ustanowienia pokoju i czy na pewno islamscy przywódcy uznają wówczas istnienie państwa żydowskiego. Choć te dyskusje mogłyby nie mieć końca, jest jeszcze inna kwestia, która w świetle Biblii nie pozostawia miejsca na dywagacje: o jakiej ziemi mówimy?

Pan Bóg traktuje ziemię bardzo poważnie. Każdą ziemię. Już na samym początku w swoim Słowie mówi człowiekowi, żeby czynił ziemię sobie poddaną (Ks. Rodz. 1:28). Księgi Mojżeszowe są przepełnione Bożymi obietnicami dotyczącymi ziemi – szczególnie tej jednej. Kilkadziesiąt przykazań nadanych narodowi żydowskiemu przez Boga jest ściśle związanych z ziemią izraelską i tylko w niej mogą one zostać wypełnione. Wiemy, że w ziemi tej zamieszkał Abraham, żył tam również Izaak i później Jakub. Wszyscy trzej ojcowie wiary. Sama nazwa ziemi wywodzi się od imienia nadanego najmłodszemu z nich, Jakubowi, który po spotkaniu z Bogiem został nazwany Izraelem. Ziemia izraelska znana jest i Żydom, i chrześcijanom jako ziemia obiecana – święty Bóg wielokrotnie obiecywał ją swojemu ludowi jako dziedzictwo. Tak więc mamy do czynienia z ziemią prawdziwie wyjątkową. I chociaż wierzę, że każdy fragment ziemi jest szczególnie cenny – wystarczy zapytać o to kogokolwiek, kto jest właścicielem jakiejś posiadłości – nie można się nie zgodzić, że ten skrawek na Bliskim Wschodzie jest inny. Jedyny w swoim rodzaju.

Biblijna historia

Tora opisuje ziemię obiecaną jako opływającą w mleko i miód (przykładowo w Księdze Wyjścia 3:8). Taki opis jest trudny do przyjęcia, gdy patrzymy na pustynię pełną skłóconych ze sobą plemion (smutna prawda zarówno o czasach biblijnych, jak i współczesnych). Ale to właśnie na tej ziemi Bóg rozmawiał ze swoim ludem, czynił cuda, spełniał obietnice. W tej ziemi Pan powołał pierwszych proroków i pozwolił człowiekowi wybudować dom dla Jego imienia. I – co najważniejsze – to w tej ziemi żył, umarł i zmartwychwstał Mesjasz narodu żydowskiego, Zbawiciel świata, nasz Pan Jezus. Przez ponad trzy tysiąclecia ziemia ta była w mniejszej lub większej części zamieszkiwana przez potomków Izraela. Choć władza była tu przekazywana – lub może trafniejsze byłoby stwierdzenie, że była wyrywana – z rąk do rąk, przez wszystkie wieki pozostawała w sercach narodu żydowskiego.

Naród Ziemi

Żaden inny lud w historii świata nie wykazał nigdy takiego przywiązania do ziemi jak naród żydowski. Modlitwy o tę ziemię i pieśni o tęsknocie do niej pisał król Dawid, później żydowscy niewolnicy w Babilonii, a także Żydzi rozproszeni po całym świecie w wiekach późniejszych. Takie modlitwy i pieśni powstawały na przestrzeni wieków, ale powstają i dzisiaj, czego pięknym przykładem jest piosenka Gali Atari o wymownym tytule Ein li eretz aheret („Nie posiadam innej ziemi”). Tekst rozpoczyna się od wzruszających słów: „Nie posiadam innej ziemi, nawet jeśli ona stoi w ogniu – wystarczy jedno hebrajskie słowo, by przeniknąć moje żyły i duszę…”. Życie poza ziemią izraelską jest przez każdego Żyda uznawane za stan nienaturalny. Każde miejsce poza nią nazywane jest diasporą – to greckie słowo tłumaczy się jako „rozproszenie”, ale jego hebrajski odpowiednik, galut, znaczy raczej „wygnanie”.

Syjonizm

Z tęsknoty do ziemi powstał ruch syjonistyczny. Syjon, czyli centralne miejsce Jerozolimy, z czasem stał się synonimem całej Jerozolimy, później całej ziemi izraelskiej, a nawet żydowskiej tożsamości. Co ciekawe, syjonizm początkowo nie był ruchem religijnym, lecz przede wszystkim politycznym. Pierwsi syjoniści chcieli własnego państwa, swojego miejsca na ziemi. Ale nie chcieli byle ziemi (Żydom proponowano utworzenie nowego państwa na terenie Ugandy w Afryce) – chcieli swojej ziemi, tej obiecanej, od wieków wyczekiwanej, przechowywanej w sercach i w wyobraźni. Theodor Herzl, prekursor syjonizmu i ojciec współczesnego państwa Izrael, swoim marzeniem o izraelskiej ziemi dodał odwagi setkom i tysiącom, którzy poszli za nim.

Tęsknota

Nikt inny nigdy nie tęsknił tak do tej ziemi jak Żydzi. Obecne przywiązanie do tego miejsca innych ludów, głośno wyrażane przede wszystkim przez narody muzułmańskie w imieniu ludności palestyńskiej, trwa tak naprawdę niecały wiek. Po rządach tureckich i brytyjskich rządy żydowskie okazały się nie do przyjęcia przez Arabów. Spory o ziemię trwają od samego powstania nowożytnego państwa Izrael w 1948 roku. Na różnych etapach walka toczyła się o półwysep Synaj, wzgórza Golan, strefę Gazy, zachodni brzeg Jordanu… Największe konflikty zawsze jednak skumulowane były wokół Jerozolimy. Uznana za stolicę przez króla Dawida, rozbudowana przez króla Salomona, ukochana przez proroków, a w końcu i przez samego Mesjasza, Jerozolima znajduje się w samym centrum judaizmu. A choć Koran nie wspomina tego miasta ani razu, Jerozolimę obwołano także trzecim świętym miastem islamu.

Nazewnictwo

W tym miejscu należałoby wyjaśnić pochodzenie terminu „Palestyna”. Z początku był on łączony z nazwą Filistia, określającą południowo-zachodnie tereny obecnego Izraela (w przybliżeniu obecna strefa Gazy), niegdyś zamieszkane przez Filistynów. Łacińskiej nazwy Palaestina w odniesieniu do tej ziemi po raz pierwszy użyli Rzymianie, którzy po przejęciu władzy nad terenami Judy (krótko po życiu Jezusa na ziemi) chcieli zatrzeć ślady po Żydach. W drugim tysiącleciu po Chrystusie nazwa ta niemal zniknęła z użycia. W Europie o ziemi Izraela mówiono „Ziemia Święta”. Tereny te należały do Imperium Osmańskiego i były słabo zaludnione. Przez wieki na ziemiach izraelskich nigdy nie powstał żaden kraj arabski. Państwo palestyńskie nie istniało nigdy. Dopiero w XX wieku, po upadku Imperium, kiedy ziemie objął mandat brytyjski, reaktywowano nazwę „Palestyna”, by określić nowo przejęte ziemie. Termin został użyty przez Brytyjczyków. Zatem niecałe sto lat temu w ziemi izraelskiej nie było osoby, która nazwałaby siebie Palestyńczykiem, a pod hasłem „Palestyna” krył się wyłącznie obszar geograficzny. Nazwa nie miała żadnych konotacji politycznych, a tym bardziej kulturowych czy etnicznych.

Wiemy, że do samego końca będzie się toczyła się walka o tę ziemię, dlatego zamiast szukać ludzkich uścisków dłoni, powinniśmy się zastanowić nad swoją postawą. Czy umiem określić swoje stanowisko w tej sprawie? Jaką wartość ma dla mnie ziemia? Czy zdaję sobie w ogóle sprawę z tego, że ziemia ma wartość – w tym przede wszystkim dla Boga?

Nowe państwo

Czy słusznie utworzono nowe państwo Izrael w miejscu przez tak wiele wieków zaniedbanym i zapomnianym? Czy słusznie stworzono państwo dla ludności, której żaden inny kraj nie chciał w swoich granicach? Bez względu na to, co myślimy, Izrael powstał i rośnie w siłę. Ma do tego prawo, dzięki deklaracji Balfoura z 1917 roku, dzięki planom ONZ w sprawie podziału ziemi z 1947 roku i dzięki przystąpieniu Izraela do ONZ w roku 1949. Jednak jakikolwiek argument logiczny nie ma tutaj znaczenia, gdyż Izrael budzi emocje w ludziach religijnych i niereligijnych, w kontekstach politycznych i niepolitycznych, wczoraj i dzisiaj. Walki i kłótnie o ziemię oraz prawo Izraela do istnienia w ludzkim rozumieniu bywają tak absurdalne, że można na nie spojrzeć jedynie z perspektywy duchowej. Nie możemy udawać, że nie wiedzieliśmy, iż tak będzie. Tym bardziej nie możemy łudzić się zachodnimi ideami pokoju, a już na pewno nie „pokoju za ziemię”. Biblia wyraźnie pokazuje, czego możemy się spodziewać.

Koniec wrogości?

Kroki w kierunku realizacji idei „ziemia za pokój” zostały już podjęte. Nie będę dyskutować, czy decyzje te były słuszne czy nie, natomiast każdy zgodzi się z tym, że okazały się zupełnie nieskuteczne. Wycofanie się Izraela z terenów Gazy spowodowało coś wręcz odwrotnego od stanu pokojowego – szmuglowanie broni i ostrzeliwanie rakietami okolicznych miast żydowskich poważnie podaje w wątpliwość utopijne nadzieje Zachodu związane z ideą „ziemia za pokój”. I choć można zrozumieć żal rodzin arabskich związany z przesiedleniem i różnymi ograniczeniami, trudno przymknąć oko na agresywną propagandę, pełną nienawiści, obarczającą Żydów winą za wszystkie możliwe nieszczęścia przeszłe i przyszłe. Filmy dostępne w internecie (a jednak, odnosi się wrażenie, zupełnie nieznane publicznym mediom?) pokazują rzeczywistość: zamaskowani bojówkarze skandujący antysemickie wulgaryzmy, młodzież z nienawiścią wymachująca bronią. Czy te nastroje zmienią się, kiedy podzielimy ciastko na pół?

Sprawa duchowa

O konflikcie izraelsko-palestyńskim można by pisać bez końca. Mogłabym poruszyć temat przesiedleń i wysiedleń, pomocy medycznej i akcji humanitarnych; wiecznie żywy pozostaje także temat muru w Jerozolimie czy odpraw granicznych w Izraelu. Ostatnio szczególnie modne stało się zagadnienie „bitew morskich” między Izraelem a Gazą. Ale to by było właśnie tym – pisaniem po ludzku, z ludzkiej perspektywy, w duchowej ignorancji. A z Bożej perspektywy? Pan Bóg wyraził się na temat Izraela i ziemi izraelskiej bardzo jasno już na samym początku. To Jego ziemia, powierzona Jego ludziom. Wiemy, że do samego końca będzie się toczyła walka o tę ziemię, dlatego zamiast szukać ludzkich uścisków dłoni powinniśmy się zastanowić nad swoją postawą. Czy umiem określić swoje stanowisko w tej sprawie? Jaką wartość ma dla mnie ziemia? Czy zdaję sobie w ogóle sprawę z tego, że ziemia ma wartość – w tym przede wszystkim dla Boga? A jeśli ta ziemia, obiecana i upragniona, rzeczywiście ma wartość nadaną przez Boga, to jak rozumieć hasło „ziemia za pokój”? Za jaki „pokój”?

Książę Pokoju

Z Bożej perspektywy i ziemia jest Jego, i pokój jest Jego. Bóg nie stawia nam warunków wymiany, On nie każe nam wybierać. W ziemi Izraela zapanuje pokój, gdy na jego tronie zasiądzie Książę Pokoju, Mesjasz Jezus. Do tego czasu żadne transakcje i ludzkie pomysły nie zdadzą egzaminu. Każdy kompromis jest w rzeczywistości porażką, a ukłony w stronę wroga są zawsze upadkiem. W tych dziwnych czasach, kiedy biała flaga niekoniecznie zwiastuje pokój, a uśmiech nie zawsze sygnalizuje miłość, każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje sumienie i wypowiadane słowa. Bądźmy ostrożni i czujni w naszych osądach, a tym bardziej nie dajmy się wciągnąć w wir ludzkiego poczucia wszechmocy i samowystarczalności.